Hymm, miałam coś napisać zaraz po powrocie, a dziś już czwartek, ale jeszcze nic straconego.
Na początek sesja, która na szczęście już się zakończyła z całkiem niezłym wynikiem: na 5 egzaminów 4 już zdane a wyniki z ostatniego jutro. Jak narazie plan minimum został wykonany :) Po ciężkiej sesji postanowiłam sobie troche odpocząć, a że nadarzyła się okazaja, chrzciny mojego nowego kuzyna, grzechem było by nie skorzystać. Więc już w sobote o 12 byłam z rodzeństwem w pociągu, którym dojechaliśmy do Tarnowa, a tam przesiadka do innego pociągu i około 18 byliśmy ma Wierchomli. Jeszcze tego samego wieczoru kuzynka zabrała mnie na "dyskotekę". Bawiłyśmy się dobrze choć byłam zmeczona podróżą. Następnego dnia były chrzciny. Dzień zleciał bardzo szybko. Poszło 5x0,5l spirytusu na miodzie (mniam :>), ogólne było bardzo przyjemnie :) W poniedziałek trzeba było już wracać, przed tym załapałam się na mini kulig :> dzięki temu mam kilka siniaków, ale to tylko efekt uboczny :) W poniedziałek po 22 byłam już byłam w domu i strasznie żałowałam, że nie zostałam na dłużej... Może następnym razem:)
Free Image Hosting at www.ImageShack.us A to ja i Bartuś :)

1 komentarz

Sesja zamknięta. Teraz wypoczywam, wracam w poniedziałek :)

Dodaj komentarz

Wierzę, że mogę zdać

A tak poważnie to wielkimi krokami zbliża się sesja. Jeden egzamin mam już za sobą (ten najłatwiejszy) a następny w piątek. Potem tydzień wolnego (jeśli zdobędzie się wszystkie zaliczenia...) i od 5 lutego zaczyna się od nowa :/
5-7 luty egz. fizyka
6 luty egz. matematyka
9 luty egz. termodynamika

Oj nie widzę tego :/

5 komentarzy

Rano trzeba wstać, zrobić śniadanie, wypić na szybko kawe i pojechać na zajęcia. Na początek matma potem 1,5h okienka i angielski który został odwołany, a dowiedzieliśmy się o tym dopiero na miejscu, więc w sumie 3h okienka, a w tym czasie usłyszałam "najpiękniejszy" tekst dnia: "Napisała pani najlepiej to kolokwium, ale nikt go nie zaliczył" :D Zdarza sie... Wykład z analitycznej na którym pod koniec nie mogłam już ruszać ręką, a zaraz po nim konwers z fizyki, na którym dostałam 4 i 5 mimo, że prawie wcale nie rozumiem co robiłam w pierwszym zad, bo jak widzę całki to mój mózg się wyłącza... Potem długi powrót do domu, obiad i praca.

Niby wszystko ok, ale jakoś tak mi smutno, choć sama nie wiem dlaczego :(

Mam pół tabliczki czekolady i nie chce mi się jej zjeść... źle ze mną :(

Dodaj komentarz

10 godzin na uczelni, długie czekanie na autobus, praca, piąta kawa i jedziemy dalej...

Dodaj komentarz

Wstałam sobie wcześnie rano i pojechałam na uczelnie. Konwers z matematyki był całkiem przyjemny, dużo lepiej jest tam siedzieć kiedy się wie, co się robi. Po matmie musiałam spowrotem pojechać do domu, a właściwie do szpitala, do okulisty na badanie na które czekałam 3 miesiące. Na miejscu okazało się że pani doktor wzieła sobie właśnie urlop. Zrobiłam im tam troche dymu i zostałam przepisana na inny termin, który nie bardzo mi pasuje. ale wszystko da się zrobic. Byłam wsiekła, szczególne dlatego, że opuściłam jedne zajęcia i spędziłam godzine w autobusach :/ Wróciłam do Katowic na wykład i na konwers z fizyki. Do domu wróciłam około 17:30, zjadłam obiad i na 18 poszłam do pracy. Jak zwykle było nudno i za długo. Wyszłam o 20:30. Szefostwo już było w domu więc psy były spuszczone. Pan Jacek wyszedł przedemną żeby otworzyć mi brame i przypilnować psów. Kazał mi iść za sobą, więc poszłam. Psy pobiegły za nim ale nagle się wróciły i skoczyły do mnie. Odwróciłam się żeby nie skoczyły mi na twarz i jeden złapał mnie za rękę. Gdyby nie pan Jacek i Kamil pewnie tej ręki bym już nie miała. Pies nie zdążył zacisnąć szczęki zbyt mocno, mimo to mam podartą kurtke, opuchniętą i siną ręke, i strasznie boli!
A teraz idę spać, bo jeśli dziś ma się przydarzyć jeszcze coś złego to wolę o tym nie wiedzieć...

Dodaj komentarz

Dawno nie pisałam, a to dlatego że siostra próbowała stworzyć prace magisterską i przez cały czas zajmowała komputer. Udało jej się to w wyjatkowo krótkim czasie, ale za to z ogromym stresem. Może gdyby zaczęła wtedy, kiedy powinna, czyli jakiś rok temu, może nie było by to takie stresujące.
Zaczął się rok akademicki - to bardzo dobra wiadomośc. Złą jest plan: w poniedziałek wychodzę z domu o 8 i wracam do domu o 20 i w ciągu dnia mam tylko jedną półgodzinną przerwe. We wtorek zajęcia mam od 8:30 do 16:30 więc nie jest najgorzej. Środa to kompletne nieporozumienie, mam tylko jeden wykład, z filozofii, od 17 do 19 i jest to jeden z tych wykładów na którym lepiej być. Reszta jest znośna i nie ma co narzekać :) Pierwszy tydzień za mną i już wiem że będzie ciężko. Ciężej niż na pierwszym roku. No może nie będzie tak źle. Jak narazie jestem dobrej myśli (tylko jak długo :P)
I jeszcze jedna ciekawostka: na pierwszym roku chemii ogolej w zeszłym roku akademickim było 120 osób, obecnie na drugim roku tego kierunku jest 48 osób...

2 komentarze

Maturę zdawałam w 2005. Wyniki nie były najgorsze, a nawet moglabym powiedzieć że dobre, jednak nie wystaczyły by dostać się na farmacje. Właśnie dlatego postanowiłam poprawić maturę. Dziś złożyłam deklaracje w moim cudownym, niestety już byłym liceum. Zdecydowałam się tylko na chemie, bo jestem z nią na bierząco, a biologie zostawie tak jak jest, bo nawet nie mam kiedy się jej uczyć i nie wiem czy jestem w stanie napisać ją lepiej.
Zobaczymy jak będzie, jestem dobrej myśli :)

1 komentarz

Do połowy października muszę uiścić opłate za powtarzanie semestru z matematyki. W czerwcu ta oplata wynosiła 300 zł. Całą kwote mam już odłożoną. Dziś, kiedy byłam odebrać druk, nagle, nie wiadomo dlaczego i nie wiadomo kiedy, opłata wzrosła i wynosi 500 zł . Lepiej być już nie mogło:/ i skąd ja wezmę te dodatkowe 200...
Wściekła :/

Dodaj komentarz

Dziś została ogłoszona lista osób przyjętych w tym roku na farmacje. Niestety po raz drugi znalazłam się na liście odrobine za nisko. No cóż, płakać nie będę. To oznacza tylko tyle, że wszystko zostaje po staremu, czyli wciąż studiuję chemie i jestem z tego bardzo zadowolona, a na farmacje będę próbować za rok albo jak zrobię magistra z chemii :) a jeżli się nie uda to zrobię tylko technika farmacji. Napewno będę próbować dalej. Może marzenia się spełniają... :)
Czas pokaże.

2 komentarze

Rano do Katowic sprawdzić wyniki egzaminu. Nogi miałam jak z waty i prawie wpadłam pod samochód ale zdałam jupi jupi jupi :) wszystkie wpisy są już w indeksie wystarczy go tylko złożyć w dziekanacie :) Mam teraz 3,5 miesiąca wakacji :D
Współpraca z Kamilem zakończona, średnia 5:1 utrzymana, a może będzie nawet 5:2. Dziś odebrałam ostatnią wypłate w tym roku szkolnym i jeśli nic się nie zmieni, tzn jeśli nie dostanę się na farmacje, to od września nasza współpraca będzie kontynuowana :)
Teraz szukam pracy na wakacje. Ma ktoś jakieś oferty? :>
A jeszcze dziś oblewanie zdanego egzaminu na 18-stce znajomych :D

Miodnie jest :)

Dodaj komentarz

Badania zrobione, opłata wpłacona, dokumeny złożone. Pozostaje tylko czekać. Może w tym roku się uda, mam przynajmniej taką nadzieje :)

A jak narazie egzamin z chemii napisany i jutro wyniki. Zobaczymy, może wrzesień bedzie jednak wolny :)

2 komentarze

Dziś odebrałam indeks. Został mi przyznany warunek i urlop dziekański, więc od pażdziernika zaczynam wszystko od początku. Wszystkie przedmioty ktore już zdałam są zaliczone więc od nowego roku akademickiego będe miała tylko matme, a potem już wszystko normalnie. Jestem zadowolona, wciąz jestem studentem a to najważniejsze :) Będę się starać o to żeby móc chodzić na zajęcia w tym semestrze i uczyć sie na bierząco. Będzie mi poprostu łatwiej za rok. To jednak zalezy od prowadzącego zajęcia. Jest dobrze.
Jednak każdy próbuje mi dziś, w taki czy inny sposób powiedzieć, że jestem beznadziejna... :(

3 komentarze

Nie zdałam egzaminu z matmy :(
Pani doktor na moje pytanie czy mam możliwość pisania egzaminu poprawkowego, ponieważ ten był moim pierwszym egzaminem, odpowiedziała krótko: "Nie. Ja tu tylko sprzątam" . Czytaj "student - śmieć"
Tak szybko sie mnie stamtęd nie pozbędą :)

2 komentarze

Pierwszy dzień w pracy już za mną . Dzieciak jest całkiem w porządku, więc myślę że bedzie pozytywnie:)
Jutro egzamin z matmy, troche się boję, ale przecież umiem... ale jeszcze czasem mi sie wszystko miesza. To moje być albo nie być...
Pozytywne myślenie - bedzie dobrze :)

Dodaj komentarz

Zaliczyłam matme :) teraz już tylko egzamin i jestem na drugim semestrze :)

2 komentarze

Tu muszę powiedzieć kilka słów o strachu. Strach to jeden prawdziwy przeciwnik życia. To jednocześnie adwersarz mądry i podstępny. Obce jest mu poczucie przyzwoitości, za nic ma prawa i konwencje, nie zna litości. Uderza w najsłabszy punkt, który znajduje łatwo i nieomylnie. Zaczyna się w mózgu, zawsze. Jesteś spokojny, pewny siebie, szczęśliwy. I nagle strach, w przebraniu łagodnej wątpliwości, wślizguje się do twojego mózgu niczym szpieg. Wątpliwość natrafia na niedowierzanie i niedowierzanie i usiłuje je wyprzeć. Ale niedowierzanie jest tylko źle uzbrojonym piechurem. Wątpliwość radzi sobie z nim bez trudu. Ogarnia cię niepokój. Przybywa rozsądek, by walczyć z nim w twoim imieniu. Odzyskujesz pewność siebie. Rozum jest w pełni wyposażony w broń najnowszej generacji. A jednak. Ku twemu zdumieniu, pomimo przewagi taktycznej i licznych niezaprzeczalnych zwycięstw, rozum zostaje pokonany. Czujesz, jak słabniesz, miękniesz. Twój niepokój zmienia się w przerażenie.
Teraz strach atakuje twoje ciało, które już wie, że dzieje się coś bardzo złego. Twoje płuca uleciały już jak ptak, a trzewia wyśliznęły się jak wąż. Język zdycha niczym opos, szczęka puszcza się w dziki galop. Uszy głuchną. Mięsnie zaczynają dygotać jak w malarii, a kolana trzęsą się w jakimś dziwnym tańcu. Serce wytęża się zbyt mocno, zwieracz za bardzo się rozluźnia. To samo dzieje się z resztą twojego ciała. Każda jego część rozpada się w charakterystyczny dla siebie sposób. Tylko oczy nie zawodzą. Oczy zawsze obserwują strach.
Bardzo szybko podejmujesz nierozważne decyzje. Porzucasz swych ostatnich sprzymierzeńców: nadzieję i ufność. I w ten sposób zadajesz sam sobie klęskę. Strach, który jest niczym innym, jak tylko zwykłą impresją, zatriumfował nad tobą.
Trudno to wyrazić słowami. Bo strach, prawdziwy strach, taki, który wstrząśnie tobą do głębi, strach, jaki odczuwasz stojąc w obliczu śmierci, końca, lęgnie się w twojej pamięci jaj gangrena. Jego zgnilizna atakuje wszystko, nawet słowa, które o nim mówią. Musisz, zatem stoczyć ciężką walkę, żeby dać mu wyraz. Musisz walczyć, żeby rzucić nań światło słów. Bo jeśli nie podejmiesz walki, jeśli twój strach stanie się niemą ciemnością, której starasz się uniknąć i o której być może uda ci się zapomnieć, otwiera się na kolejne ataki strachu, gdyż tak naprawdę nigdy nie podjąłeś walki z tym przeciwnikiem.


To fragment książki którą czytałam jakiś czas temu, bardzo ją lubię i polecam („Życie Pi” Yann Martel)
Dziś się bardzo boję. Może nie tak bardzo jak to opisano powyżej, ale jednak mam ogromnego stracha. Od jutrrzejszego dnia zależy moje następne pół roku... i wszystko to co jest teraz dla mnie najważniejsze.
Życzcie mi powodzienia...:D

Dodaj komentarz

Od środy mam już drugi semestr, to dopiero trzy dni a ja już nie wiem do czego ręce włożyć :/ Zapowiada się cudownie... w każdy poniedziałek i piątek kolokwium, co drugą środe kolokwium, co trzy tygodnie we wtorek i czwartek kolokwium... reszta zależy, jak się trafi.
To ja już wolę mieć sesje...

5 komentarzy

System Eliminacji Studentów Jest Aktywny...
:D

6 komentarzy

Jestem po 3h matematyki i czuję się jak x zmierzający do zera... mogłam mieć 4.5h maty ale odpuściłam wykład bo czułabym się jak x zmierzający do -nieskończoności... co było by jeszcze gorsze. Nie dostałam zaliczenia z maty i czeka mnie pooprawka pod koniec lutego i egzamin dopiero w marcu. Niby dużo czasu ale po feriach znowu będzie trzeba uczyć się wszystkiego na bierząco. A matma dla mnie to czarna magia, no może nie wszystko bo coś tam rozumiem ale jak pomyśle o całakach która czekają mnie w drugim semestrze to już mi się niedobrze robi. W sumie spodziewałam się tego, ale miałam jeszcze małą nadzieje że zaliczy mi na marne 3, co było by jak zbawienia. Przynajmniej z chemii idzie całkiem nieźle, może będzie zerówka:)

15 komentarzy

Zbliża się koniec semestru, tak więc trzeba porządnie wźiąść się za naukę i odrobić wszystkie zaległości. Dziś zakuwam chemie na jutrzejsze kolokwium które chyba będzie w tym całym semestrze najcięższe... Trzeba by je zaliczyć bo staram się o zerówke albo nawet zwolnienie z egzaminu i wszystko zależy od najbliższych dwóch dni. A ja już nie mam siły. Po wczrajszym dniu wszystko mnie boli. Nie dość że nosiłam ze sobą przez pół dnia 10kg papieru z teorią którą muszę na jutro umieć, to jeszcze poszłam na aerobik w wodzie - musiałam odrobić zajęcia w-f na krórych mnie nie było:) Zajęcia były bardzo fajne, tylko strasznie męczące, opór wody sprawia że w każdy ruch musisz włożyć dwa razy więcej energii. Mi było dość ciężko bo były to moje pierwsze zajęcia tego typu ale podobały mi się i zastanawiam się czy w pszyszłym semestrze nie chodzić na to regularnie:) Tylko teraz wszystko mnie boli, ale masaż może bedzie w piątek...:D Byle żeby przetrwać do niego bo to będą ciężkie dni

2 komentarze

Powered by Jogger.PL and Tarski · Ported by alberht