... bo człowiek czasem może pozwolić sobie na odrobinę egoizmu...
grzane wino...
kino...
ciepłe dłonie?
Dziękuję :*
Tego mi było trzeba, chwili bezinteresownej rozmowy.
Kolega wpadł na chwile do brata, potem zapytał czy miałabym ochotę na krótki spacer. Więc poszłam, bo to przecież lepsze niż siedzieć i patrzeć w puste ściany słuchając ciszy.
I tak chwile spacerowaliśmy i rozmawialiśmy. O wszystkim i o niczym.
Weszliśmy do małej kawiarenki, na miejscu której jeszcze nie dawno był gabinet stomatologiczny. Po dentyście zostało tylko znieczulenie...
I tak siedzieliśmy sącząc piwo, śmiejąc się i płacząc.
Nagle zaczęło padać, a potem grzmieć i fajnie tak było biec w deszczu do domu.
I miło było tak po prostu z kimś porozmawiać.
Dziękuję :)
Uczę się żyć na nowo...
Przychodzi taki czas kiedy trzeba podjąć decyzje, coś zmienić. Dziś był dla mnie taki dzień. Pojechałam tam, gdzie jakieś 16 miesięcy temu staliśmy razem, a ja podjęłam decyzje, że nie będę walczyć z uczuciem, które i tak było ode mnie silniejsze. Mały mostek nad Bytomką. To tam postanowiłam dokonać zmian, spojrzeć w przeszłość, zastanowić sie nad nią i zrozumieć jakie błędy popełniłam. Człowiek czasem przegrywa, ale to nic złego, chodzi tylko oto żeby przegrywając zachować szacunek do samego siebie i wyciągnąć wnioski. Chodzi o to żeby stawić czoła swojej porażce, pogodzić się z nią, żeby móc spokojnie i z podniesioną głową iść dalej. Wiatr wysuszy łzy, szum wody uspokoi dusze. Kilka moich łez przepłynie z Bytomką tysiące kilometrów i dotrze do morza i będzie lżej. Minie smutek i żal, tylko trzeba trochę czasu. Minie ból po stracie ukochanej osoby, który zawsze będzie nierozłączną częścią rozstania, ale zostaną wspomnienia których nic nie może zniszczyć. Popłynie jeszcze trochę łez i będzie co ma być...
Edward Stachura Czas płynie i zabija rany
Posłuchaj porzucony przez nią,
Nieznany mój przyjacielu:
W rozpaczy swojej
Nie wychodź na balkon, nie wychodź
Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź,
Na smugę cienia nie wbiegaj,
Zaczekaj troche, zaczekaj.
Posłuchaj porzucona przezeń,
Nieznana mi przyjaciółko:
W rozpaczy swojej
Nie wychodź na balkon, nie wychodź
Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź,
Na smugę cienia nie wbiegaj,
Zaczekaj trochę, zaczekaj.
Przysięgam wam, że płynie czas!
Że płynie czas i zabija rany!
Przysięgam wam, przysięgam wam,
Przysięgam wam, że płynie czas!
Że zabija rany, przysięgam wam!
Tylko dajcie mu czas,
Dajcie czasowi czas
(Zwólcie czarnym potoczyć się chmurom
Po was, przez was i między ustami
I oto dzień, przyjdzie nowy dzień,
One już daleko, daleko za górami!)
Tylko dajcie mu czas,
Dajcie czasowi czas,
Bo bardzo, bardzo,
Bardzo szkoda
Byłoby nas!
Miłość jest to jakieś nie wiadomo co, przychodzące nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak, i sprawiające ból nie wiadomo dlaczego.
Kochająca osoba popełnia prawie zawsze ten błąd, że nie czuje, kiedy druga strona przestaje kochać.
Wielka wyprawa do Przełęczy Gibasowej w Beskidzie Małym rozpoczęła się w sobotę 28 kwietnia. Plan podróży: Czeladź – Katowice – Bielsko Biała – Ślemień. Tu było nas czworo: ja, Ela, Sławek i Piotrek, w takiej grupie udaliśmy się do Staszka na Gibasówke.
Po przywitaniu rozpakowaliśy się, zjedliśmy i dalej w trase. Udaliśmy się do podziemnych grot, do jednej udało mi się wejść, ale były tam ogromne pająki więc do następnych nie wchodziłam :D
>
Wieczorem oczywiście ognisko, kiełbaski i piwo:
Z samego rana męska część grupy udała się do Ślemienia po jeszcze dwie Basie
Około godziny 10 wyruszyliśmy w długą drogę na Leskowiec (922 m. n. p. m.). Pogoda nie dopisała ale szło się dobrze
W drodze powrotnej zeszliśmy do Groty Komorowskiego, gdzie zrobiliśmy małe ognisko i pekliśy sobie chleb:)
W domku byliśmy około godziny 16. Moje nogi odmówiły posłuszeństwa :) wieczorem znowu ognisko, kiełbaski i...
Po takim dniu spało się wyśmienicie :) Niestety rano trzebabyło się żegnać. Droga do Ślemienia była długa... ale dotarliśmy
Stąd już tylko dojechać do domu.
Było niesamowicie, bawiłam się świetnie, troche się zmęczyłam:) W końcu jakiś udany wyjazd:) Brakowało tylko jednej osoby - Tomka... Mam nadzieje że kiedyś z nim wybiorę się na taką wyprawe:)
Hymm, miałam coś napisać zaraz po powrocie, a dziś już czwartek, ale jeszcze nic straconego.
Na początek sesja, która na szczęście już się zakończyła z całkiem niezłym wynikiem: na 5 egzaminów 4 już zdane a wyniki z ostatniego jutro. Jak narazie plan minimum został wykonany :) Po ciężkiej sesji postanowiłam sobie troche odpocząć, a że nadarzyła się okazaja, chrzciny mojego nowego kuzyna, grzechem było by nie skorzystać. Więc już w sobote o 12 byłam z rodzeństwem w pociągu, którym dojechaliśmy do Tarnowa, a tam przesiadka do innego pociągu i około 18 byliśmy ma Wierchomli. Jeszcze tego samego wieczoru kuzynka zabrała mnie na "dyskotekę". Bawiłyśmy się dobrze choć byłam zmeczona podróżą. Następnego dnia były chrzciny. Dzień zleciał bardzo szybko. Poszło 5x0,5l spirytusu na miodzie (mniam :>), ogólne było bardzo przyjemnie :) W poniedziałek trzeba było już wracać, przed tym załapałam się na mini kulig :> dzięki temu mam kilka siniaków, ale to tylko efekt uboczny :) W poniedziałek po 22 byłam już byłam w domu i strasznie żałowałam, że nie zostałam na dłużej... Może następnym razem:)
A to ja i Bartuś :)
Sesja zamknięta. Teraz wypoczywam, wracam w poniedziałek :)
Nowy Rok przywitałam razem z Tomkiem w Krakowie :) Atmosfera była niesamowita :) ale najlepsze były fajerwerki, które wystrzelały wprost nad moją głową :)
Dojaz i powrót to już zupełne nieporozumienie. Alarm bobmowy na dworcu w Katowicach. Godzinne opóżnienia pociągów i pełno ludzi. Do pierwszego pociągu nawet nie wsiadaliśmy bo się nie dało. Następny pociąg też był pełny, ale wpadliśmy na genialny pomysł, żeby wsiąść do pierwszej klasy. W drodze powrotnej było jeszcze gorzej ale my znowy mnieliśmy szczęście i siedzieliśmy w pierwszej klasie. :)
Podsumowania starego roku nie będzie.
Życzę wszystkim żeby Nowy Rok był jeszcze lepszy od poprzedniego :)
20 latek właśnie minęło :)
stara dupa już ze mnie :D
... muszę się pochwalić :> od dziś mam w domu magistra :) ale od początku. Moja starsza siostra miała dziś obrone. Zaproponowałam jej że pojadę z nią do Katowic i pomogę zabrać się ze wszystkim: kwiaty, ciasta, ciasteczka itd. Ja się troche stresowałam, ale ona chyba bardziej :) weszła i po pół godziny wyszła strasznie zdenerowana bo zacieła przy pierwszym pytaniu, ale na reszte odpowiedziała bez zająknięcia:) wzieła kwiaty i zaraz wyszła z zaświadczeniem, a na nim 5 z obrony i 4.53 ogólna ocena :) Pięknie :)
Asiu gratuluje :*
A tak poza tematem, to odebrałam dziś mój wynik z EEG które robiłam we wrześniu. No co tu dużo mówić, zapis nieprawidłowy... Niech mi ktoś w końcu powie co mi jest!
Rano trzeba wstać, zrobić śniadanie, wypić na szybko kawe i pojechać na zajęcia. Na początek matma potem 1,5h okienka i angielski który został odwołany, a dowiedzieliśmy się o tym dopiero na miejscu, więc w sumie 3h okienka, a w tym czasie usłyszałam "najpiękniejszy" tekst dnia: "Napisała pani najlepiej to kolokwium, ale nikt go nie zaliczył" :D Zdarza sie... Wykład z analitycznej na którym pod koniec nie mogłam już ruszać ręką, a zaraz po nim konwers z fizyki, na którym dostałam 4 i 5 mimo, że prawie wcale nie rozumiem co robiłam w pierwszym zad, bo jak widzę całki to mój mózg się wyłącza... Potem długi powrót do domu, obiad i praca.
Niby wszystko ok, ale jakoś tak mi smutno, choć sama nie wiem dlaczego :(
Mam pół tabliczki czekolady i nie chce mi się jej zjeść... źle ze mną :(
Czasem mam wrażenie, że niektórym ludziom przeszkadza to, że oddycham i zabieram im tlen...
:(
Po trzech latach przerwy znowu będę nosić okulary. Nigdy ich nie lubiłam i cieszyłam się kiedy mogłam je wreszcie gdzieś głęboko schować. Niestety ostatnio coraz słabiej widzę. Szczególnie przeszkadza to na wykładach i na przystankach, kiedy nie widzę z odległości kilkunastu metrów, jaki autobus podjeżdża.
No cóż, trzeba będzie się znowu przyzwyczaić :)
Umiesz liczyć, licz na siebie!
Wiecznie prawdziwe... :(
10 godzin na uczelni, długie czekanie na autobus, praca, piąta kawa i jedziemy dalej...
Wstałam sobie wcześnie rano i pojechałam na uczelnie. Konwers z matematyki był całkiem przyjemny, dużo lepiej jest tam siedzieć kiedy się wie, co się robi. Po matmie musiałam spowrotem pojechać do domu, a właściwie do szpitala, do okulisty na badanie na które czekałam 3 miesiące. Na miejscu okazało się że pani doktor wzieła sobie właśnie urlop. Zrobiłam im tam troche dymu i zostałam przepisana na inny termin, który nie bardzo mi pasuje. ale wszystko da się zrobic. Byłam wsiekła, szczególne dlatego, że opuściłam jedne zajęcia i spędziłam godzine w autobusach :/ Wróciłam do Katowic na wykład i na konwers z fizyki. Do domu wróciłam około 17:30, zjadłam obiad i na 18 poszłam do pracy. Jak zwykle było nudno i za długo. Wyszłam o 20:30. Szefostwo już było w domu więc psy były spuszczone. Pan Jacek wyszedł przedemną żeby otworzyć mi brame i przypilnować psów. Kazał mi iść za sobą, więc poszłam. Psy pobiegły za nim ale nagle się wróciły i skoczyły do mnie. Odwróciłam się żeby nie skoczyły mi na twarz i jeden złapał mnie za rękę. Gdyby nie pan Jacek i Kamil pewnie tej ręki bym już nie miała. Pies nie zdążył zacisnąć szczęki zbyt mocno, mimo to mam podartą kurtke, opuchniętą i siną ręke, i strasznie boli!
A teraz idę spać, bo jeśli dziś ma się przydarzyć jeszcze coś złego to wolę o tym nie wiedzieć...
Dawno nie pisałam, a to dlatego że siostra próbowała stworzyć prace magisterską i przez cały czas zajmowała komputer. Udało jej się to w wyjatkowo krótkim czasie, ale za to z ogromym stresem. Może gdyby zaczęła wtedy, kiedy powinna, czyli jakiś rok temu, może nie było by to takie stresujące.
Zaczął się rok akademicki - to bardzo dobra wiadomośc. Złą jest plan: w poniedziałek wychodzę z domu o 8 i wracam do domu o 20 i w ciągu dnia mam tylko jedną półgodzinną przerwe. We wtorek zajęcia mam od 8:30 do 16:30 więc nie jest najgorzej. Środa to kompletne nieporozumienie, mam tylko jeden wykład, z filozofii, od 17 do 19 i jest to jeden z tych wykładów na którym lepiej być. Reszta jest znośna i nie ma co narzekać :) Pierwszy tydzień za mną i już wiem że będzie ciężko. Ciężej niż na pierwszym roku. No może nie będzie tak źle. Jak narazie jestem dobrej myśli (tylko jak długo :P)
I jeszcze jedna ciekawostka: na pierwszym roku chemii ogolej w zeszłym roku akademickim było 120 osób, obecnie na drugim roku tego kierunku jest 48 osób...
Maturę zdawałam w 2005. Wyniki nie były najgorsze, a nawet moglabym powiedzieć że dobre, jednak nie wystaczyły by dostać się na farmacje. Właśnie dlatego postanowiłam poprawić maturę. Dziś złożyłam deklaracje w moim cudownym, niestety już byłym liceum. Zdecydowałam się tylko na chemie, bo jestem z nią na bierząco, a biologie zostawie tak jak jest, bo nawet nie mam kiedy się jej uczyć i nie wiem czy jestem w stanie napisać ją lepiej.
Zobaczymy jak będzie, jestem dobrej myśli :)
Do połowy października muszę uiścić opłate za powtarzanie semestru z matematyki. W czerwcu ta oplata wynosiła 300 zł. Całą kwote mam już odłożoną. Dziś, kiedy byłam odebrać druk, nagle, nie wiadomo dlaczego i nie wiadomo kiedy, opłata wzrosła i wynosi 500 zł . Lepiej być już nie mogło:/ i skąd ja wezmę te dodatkowe 200...
Wściekła :/
Nie widziałam Cię już od tygodnia.
I nic. Jestem może bledsza,
troche śpiąca, troche bardziej milcząca,
lecz widać można żyć bez powietrza
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Człowiek chce komuś pomóc i nawet dziękuje nie usłyszy, mało tego, jeszcze będą mieli do niego pretensje że się napracował :/
Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz :/ za dobre serce mam (niestety?)
Czuję się okropnie :( Głowa mi pęka, mam straszny katar i gorączke, tak od niedzieli. Mimo to poszłam wczoraj do pracy ale wróciłam wcześniej bo już nie mogłam wytrzymać. W domu położyłam się do łóżka i chciałam zasnąć ale się nie dało bo wszyscy w około krzyczeli, a koparki za oknem były wyjątkowo głośne. Do jutra muszę dojśc do siebie, więc biorę garść tabletek i wskakuję do łóżeczka.
Wczoraj jest niedziela majaczyłam w gorączce :)
W piątek byłam z Tomkiem w Casino Poland które mieści się w Altusie w Katowicach. Na wejście lampka szampana, potem piwo. Bałam się grać więc poszliśmy do stoły treningowego, takiego tylko dla zabawy. szło nam całkiem nieźle :) były porażki ale wysziślmy na plus. Wygraliśmy 5 zapalniczek, 2 długopisy i 2 biedronki :D Szkoda że wtedy to była tylko zabawa. Potrm poszliśmy do prawdziwego stołu do ruletki. Na początku wyszliśmy na duży plus a potem było ju żtylko gorzej. Ostatecznie straciliśmy 50 zł ale za to świetnie się bawiliśmy :)
Około 2 w nocy postanowiliśmy wracać. Ponieważ do mnie z Katowic nie można się dostać o tej porze, pojechaliśmy tramwajem do Bytomia. W tramwaju czułam się okropnie a droga była długa. Wysiedlismy na Sikoraku i trzeba było przesiąść się na drugi tramwaj, który jedzie do Tomka. Sprawdziliśmy na rozkładzie i miała jechać o 3:23 więc musielibyśmy sporo czekać. Poszliśmy na dworzec sprawdzić czy jest jakiś autobus, ten był o 3:20 ale z tego autobusu musielibyśmy jeszcze iść spory kawałek. Posiedzieliśmy troche na ławce i poszliśmy na tramwaj na zamłynie i czekaliśmy. Nie przyjechał więc sprawdziłam rozkład i ten sam tramwaj ktury miał być na Sikoraku o 3:23 przystanek dalej, czyli na zamłyniu był o 3:11, to oznaczało ze już pojechał. była wściekła. Poszliśmy na nogach wzdłuż lini tramwajowej. przeszliśmy juz połowe drogi i zobaczyliśmy za nami tramwaj więc biegliżmy do najbliższego przystanku. Już prawie byliśmy na miejscu ale okazało się że to była 9 więc nie dojedziemy nim na miejsce. Taka mała przebiżka w środku nocy dobrze mi zrobiła i poczułam sie troche lepiej i było mi cieplej. W domu byliśmy pare minut po 4. Wzieliśmy prysznic i poszliśmy spać ale pomimo zmęczenia spało się niezbyt dobrze. Około 7 obudziliśmy się a potem znowu zasnęliśmy i mieliśmy wstać o 10. Kiedy się przebudziłam była już 10:36, więc nie zdążymy już na autobus do mnie i musiałam pojechać następnym. W domu byłam około 13. Przebrałam się i musiałam posprzątać bo miała przyjechać rodzinka.
Goście pojawili się przed 15. Było bardzo wesoło :) na początek do obiadu był Żywiec, po obiedzie spacer z kuzynką. Pokazałm jej kawalek Czeladzi i bardzo jej się tu podobało. Pewnie dlatego że mieszka na jeszcze wiekszej wsi :) Przyjechał też Damian, chłopak siostry. Wieczorem rodzinny gril zakrapiany czeskim koniakiem. Kiedy butelka była prawie pusta poszłam z siostrą do sklepu bo żubrówke 2x0,5l i sok jabłkowy. Wszyscy świtnie się bawili, niektórzy nawet spiewali :) Impreza skończyła się około 1 w nocy, po 2 poszłam spać z gigantycznym helikopterem :) Dziś wstałam o 10 i o dziwo bez kaca :) Rodzinka pojechała po 15 i w domu zrobił się jakoś pusto. Teraz czekam na Tomka i mam nadzieje że spedzę również miły wieczór :)
Mogę już powiedzieć że to był bardzo udany weekend :>
Dostałam kartki z Bustryka koło Zakopanego od Ewy i Marcina, i ze Stalidy na Krecie od Ani, która odbywa właśnie praktyki :)
Dziekuję pięknie Słoneczka moje :*
Jestem okropnie zła. Cały tydzień (od wtorku) siedziałam w domu i właściwie "nic nie robiłam" i przyszedł weekend, czas kiedy człowiek chce sobie odpocząc i spotkać się z kimś za kim się już bardzo tęskni. Siostra wybierała sie na wesele więc musiałam wcześnie wstać, uczesać ją, pomalować i jeszcze paznokcie zrobić. Z rana nie wyglądało to ciekawie ale efekt końcowy wyszedł całkiem niezły :) Sukienke i buty też jej wybierałam (ona tylko płaciła :>) więc wyglądała ślicznie :> Stresowała się jakby to był jej ślub :) ja zresztą też, bo bałam sie że nie zdążymy. Na szczęście wszystko sie udało :) Życzę jej żeby złapała bukiet panny młodej, bo chciałabym sie wybrać na jakieś weselisko :D Potem sprzątanie, a popołudnie ojciec wyjeżdzał więc też było troche zamieszania. W końcu przyjechał Tomek ale tylko na chwile bo umówił się z kimś innym na wieczór :/ miałam pojechać do niego jutro ale... o 21 dostaje eska: "Witaj Marzenko, jesli możesz przyjdź jutro na tekstylia na 16..." i cały plan wziął w łeb :/ Kolejne niedzielne popołudnie w pracy :/ a w poniedziałek na rano :( Wrrry...
Po całym męczącym tygodniu w pracy sobota była w końcu wolna i spędziłam ją w domu z okropnym bólem głowy. Obudził mnie brat żeby powiedzieć że wychodzi bo okazło się że w domu nie ma nikogo innego. Rodzioce pojechali na zakupy i już nie mogę się doczekać nowych mebli kuchennych:) Wieczór z Tomkiem który też był wykończony po pracy więc leniuchowaliśmy razem. W niedziele spałam do południa :) o 15 przyjechał Tomek, zjedliśmy obiadek i pojechaliśmy do Dąbrowy. Chciałam mu pokazać fajny pub, Graffiti, ale w niedziele jest zamknięty :/ W końcu wylądowaliśmy w Eleonorze, lubię to miejsce :) Tomek wypił piwo a ja tylko soczek i zagraliśmy dwie partyjki bilarda :) Całkiem nieźle mi szło i gdyby nie to że za wcześnie wbijam 8 to pewnie bym wygrała :> Mieliśmy zagrać jeszcze w piłkarzyki ale niestety musieliśmy już wracać. Znowu rozbolała mnie głowa. Wróciliśmy do domku i jeszcze spędziliśmy razem bardzo miłą chwilke :) Kiedy pojechał ja się położyłam, nie mogłam zasnąć więc ogladałam mecz Polska : Serbia Czarnogóra (nareszcze nasi wygrali i to w jakim stylu :)) Potem wypiłam kawe i zjadłam kiełbaske i rybke z grila i musiałam się zbierać do pracy. W tramwaju jechałam z Oliwią i Kasią. Oliwia cały czas mówiła jak nakręcona ale potem poszła na AGD więc nie musiałyśmy jej słuchać a ja z Kasią na tekstylia i przegadałyśmy pół nocy bo potem już nie było siły na gadanie . Nocka jakoś zleciała i wracałyśmy razem do domu. Oliwia znowu gadała i gadała i gadała... O 6 położyłam się spać a o 9 musiałam już wstać. O 10 byłam już w szpitalu. Siedziałam tam 2 godziny i załatwiłam odrazu dwóch lekarzy. Neurolog powiedziała że w mojej główce nic nie ma, tzn. nie ma nic złego :> ale dała mi jeszcze skierowanie na kontrolne EEG i jakieś tabletki. I na tą pięciominutową wizyte czekałam 2 miesiące. Potem deramatolog. Po tej wizycie zastanawiam się czy tacy lekarze są wogóle potrzebni. A teraz jestem okropne głodna i śpiąca więc nie ma mnie dla nikogo. Dobranoc :)
Po wyczerpującym weekendzie w pracy postanowiłam troche odpocząć nad wodą :) Wstałam wcześnie rano i ruszyłam autobusem lini 42 do Bytomia. Tam na dworcu czekał już mój kochany Miś :) O godzinie 9:00 udaliśmy się koleją wąskotorową nad Chechło. Na miejscu byliśmy około 10. Podróż minęła badzo szybko i była bardzo przyjemna ale było zdecydowanie za dużo ludzi i coś ugryzło mnie w kostke i cała spuchła :( Woda nie była zbyt ciepła ale słoneczko mocno świeciło :) Opalaliśmy się, pluskaliśmy w wodzie, pływaliśmy i bardzo miło spędziliśmy czas :) O 14:30 byliśmy już w małym wagoniku przyczepionym do małej lokomotywy i do innych małych wagoników :) i wracaliśmy do domku :) Na poczatek udaliśmy się do domku Tomka żeby mógł zostawić swoje rzeczy i żeby coś zjeść. Dopiero tam zauważylam że jestem czerwona jak burak a Tomek jeszcze bardziej. Powoli zaczynały mnie szczypać plecy. Potem ruszyliśmy w najdłuższą i najcięższą drogę do mnie... Już na przystanku rozbolał mnie brzuch, w tramwaju dało się jeszcze wytrzymac ale w autobusie miałam ochote poprostu się popłakać z bólu :( Skończyło się na ostrym zatruciu (wciąż tak naprawde nie wiem od czego) bardzo wysokiej gorączce i dwóch dniach spędzonych w łóżku, jecheniu sucharków, kisielku z jabuszkiem i ryżu na mleku.
No cóż, fajnie było :) na jakiś czas mi wystarczy, bo narazie jestem brązowiutka i trzeba wracać do pracy...
